Szkocja w tydzień – Highlands, Ben Nevis, wyspa Skye i wrzosowiska Carnighorms. Plan podróży
Szkocja w tydzień – czyli garść moich wakacyjnych wspomnień, wrażeń, zachwytów i rozczarowań, wraz z planem podróży przez najpiękniejsze zakątki Szkocji.
Oczywiście, że siedem dni to za mało, żeby poznać ten fascynujący kraj. Zwiedzić zamki, miasta i miasteczka, powędrować szlakami, przejechać widokowymi drogami, zanurzyć się w muzeach i lokalnych klimatach. Ale jeśli ma się akurat tydzień wolnego, to też całkiem dość czasu, by zaplanować ciekawą podróż przez Highlands, wejść na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii, powędrować po wyspie Skye i wrócić z długą listą miejsc, dla których będzie się chciało przyjechać tutaj ponownie… Czyli wnioski – jak zwykle 😉

Szkocja była na mojej liście marzeń od dawna. Człowiek naoglądał się filmów ze szkockimi mgłami i tak sobie zawsze myślał – kiedyś tam pojadę, powędruję, zmoknę, wpadnę w mokradła, porobię zdjęcia owcom i starym zamkom, wejdę na górskie szczyty. Nie można mieć jednak wszystkiego w tak krótkim czasie, zresztą jestem zwolenniczką slow-travel i powrotów w te same miejsca. Staram się nie pochłaniać łapczywie wszystkiego, co się da, byle więcej, byle szybciej.

Do Szkocji na pewno jeszcze kiedyś wrócę. Za główny cel tego wyjazdu postawiłam sobie więc górskie wędrówki. Wybrałam najciekawsze (chyba?) krajobrazy i spędzałam czas na szlakach. Spojler: mgieł nie było i ani razu nie zmokłam…
W tym wpisie zebrałam wspomnienia z odwiedzonych miejsc, także trochę info praktycznych, z mapkami, znacznikami, poleceniami noclegów i knajpek. Być może znajdziesz tu inspirację na swoją podróż.

Z Wrocławia do Edynburga
Z Wrocławia do Edynburga regularnie lata Ryanair. Często jest tak, że to, co łatwo osiągalne, zostawiamy na „kiedyś tam”. Tak było u mnie z Edynburgiem. Kiedyś tam polecę, kiedyś pozwiedzam. I nawet teraz, gdy Edynburg był naszym miejscem startu, bardzo mało zobaczyłam samego miasta. Wręcz mnie rozczarowało.. Niemniej dam mu jeszcze jedną szansę i… kiedyś tam wrócę.
Plan był dość prosty. Z lotniska w Edynburgu wypożyczonym samochodem ruszyliśmy na zachód. Dwa dni przeznaczyliśmy na Glen Coe i okolice Fort William, weszliśmy na Ben Nevis, następnie przeprawiliśmy się promem z Mallaig na wyspę Skye, gdzie czekały Old Man of Storr, Quiraing, Fairy Pools i kolejne górskie szlaki. Ze Skye pojechaliśmy pod Eilean Donan Castle, a ostatnią część podróży planowaliśmy spędzić w najwyższych partiach Cairngorms.

Ten plan jednak pokrzyżowały nam pożary. Spowodowane suszą tragiczne w skutkach pożary torfowisk to widoczny jak na dłoni dowód na zmiany klimatu. Susza w Szkocji? Upały w Szkocji? Niestety – tak.
Szkocja w tydzień – trasa i plan górskich wędrówek
W skrócie plan podróży wyglądał tak:
Edynburg → Glen Coe → Fort William i Ben Nevis → Mallaig → prom na Skye → Armadale → Old Man of Storr → Quiraing → Kilt Rock → Fairy Pools → górskie szlaki Skye → Eilean Donan Castle → Kingussie i Newtonmore → Edynburg.
Samochodem po Szkocji – najlepszy sposób na taki wyjazd
Przy naszym planie wynajęcie samochodu było koniecznością. Trzeba oczywiście przyzwyczaić się do ruchu lewostronnego… Dla mnie osobiście to koszmar, ale są osoby, które z łatwością przestawiają się na „jazdę pod prąd”.
Na wyspie Skye i w mniej uczęszczanych częściach Highlands dochodzą do tego drogi single track – tak wąskie, że dwa samochody nie są w stanie się na nich minąć. Co kilkaset metrów znajdują się specjalne zatoczki, czyli passing places. Na drogach sporo jest kamperów, vanów. Nie raz naprawdę ciężko było się wyminąć. Czas przejazdu wydłuża się też o wszystkie postoje „na widoczki” i …przepuszczanie owiec.

Glen Coe – co zobaczyć i gdzie wędrować?
Pierwszym celem było Glen Coe, chyba jedno z najbardziej spektakularnych miejsc w szkockich Highlands. Dolina ma pochodzenie polodowcowe i otaczają ją strome zbocza oraz szczyty przekraczające 1000 metrów. W szkockich górach to już konkretna wysokość – pamiętajmy, że startujemy praktycznie z poziomu morza…
Już sam przejazd drogą A82 przez Glen Coe był atrakcją. Zatrzymaliśmy się przy punktach widokowych, przede wszystkim tam, skąd doskonale widać słynne Three Sisters of Glen Coe – trzy potężne ramiona masywu Bidean nam Bian schodzące w stronę doliny.

Jednym z najciekawszych krótkich szlaków tutaj jest Lost Valley, czyli Coire Gabhail. Ukryta dolina związana jest z historią klanu MacDonaldów, którzy mieli wykorzystywać ją do ukrywania bydła. Trasa jest krótka (ok. 5 km w obie strony) i sporo tu osób, ale jeśli ma się niewiele czasu w Glen Coe to pewnie będzie oczywistym wyborem.
Warto też skręcić z głównej drogi w stronę Glen Etive. To niezwykle malownicza dolina odgałęziająca się od Glencoe. Słynie z krajobrazów, które przyciągnęły filmowców. Kręcono tu Skyfall (zobaczysz tu słynny Wodospad Sktfall), czy Braveheart.
Z niewielkiego parkingu przy A82, niedaleko Wodospadów Glen Coe, startuje szlak, który jest bardzo rzadko uczęszczany – właściwie przez cały dzień byliśmy na nim sami. Ścieżka biegnie wzdłuż doliny potoku Allt Lairig Eilde, aż do Glen Etive. Trawersujemy zbocze Stob Dubh i łączymy się ze szlakiem w sąsiedniej dolinie rzeki Coupall, słynącą z pięknych widoków na Buachaille Etive Mòr. Szlak doprowadzi nas z powrotem do drogi A82. Przejście tego szlaku zajmie około 5 godzin.

Tutaj poglądowa mapa tego szlaku:
Castle Stalker – średniowieczny zamek na wyspie
Po południu pojechaliśmy popatrzeć na zamek Stalker. To jeden z tych pięknych, malowniczych widoczków, z których słynie Szkocja. Ta XV-wieczna warownia stoi samotnie na wysepce na jeziorze morskim Loch Laich, niedaleko miejscowości Appin, około 40 km na południowy zachód od Fort William. Zamek należał niegdyś do szkockich rodów Stewartów i Campbellów, a jego nazwa pochodzi od gaelickiego słowa oznaczającego myśliwego lub sokolnika.

Miłośnicy brytyjskiego humoru mogą rozpoznać go z filmu Monty Python i Święty Graal (1975), w którym wystąpił jako Castle Aaargh. Dziś Castle Stalker jest własnością prywatną, ale w wybranych terminach organizowane są wycieczki z przewodnikiem, podczas których można dopłynąć na wyspę łodzią. Nawet jeśli nie planujecie zwiedzania, warto zatrzymać się przy drodze A828, żeby zobaczyć ten śliczny widok zamek na tle gór i wody.
Glen Coe – gdzie nocować i gdzie zjeść?
Clachaig Inn i Boots Bar – kultowy nocleg i pub w sercu Glen Coe
Po całym dniu wędrowania po górach będziesz mieć ochotę na dobre piwo, cydr i coś do jedzenia. Warto w tym celu zajrzeć do Clachaig Inn / Boots Bar. Ten duży, wolnostojący, kamienno-drewniany budynek stoi u stóp gór i od lat jest popularnym miejscem spotkań turystów, wspinaczy i miłośników Highlands. Lokalizacja imponująca! W środku panuje swobodna atmosfera, z rustykalnym wystrojem, kominkiem i imponującym wyborem piw, cydrów oraz szkockich whisky. Nie jest to elegancka restauracja, a raczej miejsce, do którego przychodzi się prosto ze szlaku, w niezbyt czystych trekkingowych butach. Clachaig Inn oferuje również noclegi, więc może być dobrą bazą wypadową na szlaki Glen Coe.
Zobacz więcej i sprawdź ceny w Clachaig Inn
Holly Tree Hotel – restauracja i hotel w dawnym dworcu kolejowym
W okolicach Glen Coe warto zatrzymać się również w Holly Tree Hotel & Restaurant w Kentallen, położonym bezpośrednio nad wodami Loch Linnhe. Choć nazwa sugeruje jezioro, w rzeczywistości jest to morska zatoka, głęboko wcinająca się w ląd. Z restauracji rozciąga się piękny widok na wodę i góry półwyspu Morvern. Hotel powstał w budynku dawnej stacji kolejowej Kentallen, otwartej w 1903 roku. Pociągi przestały tu kursować w 1966 roku, ale do dziś zachowały się ślady kolejowej przeszłości, w tym dawny peron. W restauracji królują ryby i owoce morza. Miejsce oferuje także noclegi, kryty basen i strefę relaksu.

Zobacz więcej i sprawdź ceny w Holly Tree
Tutaj zaznaczyłam miejsca, o których wspominam w tej okolicy:
Ben Nevis – wejście na najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii
Kolejnym punktem naszej trasy, a zarazem jednym z jej najważniejszych, było wejście na Ben Nevis – 1345 m n.p.m., najwyższy szczyt Wielkiej Brytanii. 1345 metrów niby nie brzmi jakoś przerażająco, ale to złudne. Startujemy praktycznie z poziomu morza, z dna doliny i do pokonania mamy ponad 1300 metrów przewyższenia. Szlak nie jest trudny, ale jest żmudny. Cały czas pnie się pod górę, nie ma ani chwili odpoczynku, płaskiego odcinka, który stanowiłby wytchnienie dla kolan. To długa, całodzienna górska wycieczka, której nie należy lekceważyć.

Trafiliśmy na idealnie bezchmurne niebo i bezwietrzną pogodę. Takie warunki zdarzają się jednak wyjątkowo rzadko. Trzeba być przygotowanym na gwałtowne zmiany pogody, wiatr, deszcz, a nawet śnieg w środku lata. Należy pamiętać o zabraniu odpowiedniej ilości wody i przekąsek, kijków trekkingowych, ochroną przed zmiennymi warunkami atmosferycznymi.
Ben Nevis – Mountain Track
Najpopularniejsza trasa prowadząca na Ben Nevis to Mountain Track, dawniej nazywany również Pony Track. Szlak rozpoczyna się w Glen Nevis, w rejonie Ben Nevis Visitor Centre. Początkowo idziemy wyraźną ścieżką, która systematycznie zdobywa wysokość. Mniej więcej w połowie podejścia mijamy okolice niewielkiego jeziora Lochan Meall an t-Suidhe. To chwila odpoczynku, przerwa na kanapkę i startujemy na zakosy. Te niekończące się zakosy prowadzą coraz wyżej i wyżej, aż krajobraz staje się niemal całkowicie kamienisty. Szczytu jednak wciąż nie widać.

Ostatni odcinek prowadzi przez rozległy płaskowyż szczytowy. Przy dobrej widoczności trasa wydaje się oczywista. W gęstej mgle sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Skalne rumowiska bez punktów odniesienia – na pewno łatwo można tutaj się zgubić. Na ścieżce nie ma żadnych oznaczeń szlaku (zresztą nie widziałam ich na żadnym ze szlaków).

W końcu szczyt. Widoki na kotły do złudzenia przypominają mi nasze karkonoskie Śnieżne Kotły. Tylko że tutaj, w środku lipca, leży śnieg… Sam szczyt to rozległy, kamienny płaskowyż, na którym znajdują się ruiny dawnego obserwatorium meteorologicznego działającego tutaj na przełomie XIX i XX wieku. Na ruinach wzniesiono kamienny schron turystyczny, który jest jednocześnie najwyżej położonym budynkiem w Wielkiej Brytanii. Tuż obok mamy kamienny kopiec wysokości ok. 3 metrów, na którym znajduje się punkt geodezyjny. Znajdziemy też tablicę pamiątkową pamięci żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej.

Ile trwa wejście na Ben Nevis?
Na wejście i zejście warto przeznaczyć cały dzień. Warto wyruszyć jak najwcześniej rano, by mieć możliwość spokojnego wejścia i zejścia, czas na odpoczynek, zdjęcia. Trasa liczy ok. 17 km tam i z powrotem, to ok. 7 godzin marszu. Ktoś na Instagramie napisał mi, że tę trasę pokonuje się w max. 5 godzin i jak mogę pisać ludziom, że mają przeznaczyć na nią cały dzień! Nie słuchaj takich doradców, po prostu spójrz na mapę.
Parking na Ben Nevis
Najwygodniejszym miejscem rozpoczęcia Mountain Track jest okolica Ben Nevis Visitor Centre w Glen Nevis. W sezonie warto pojawić się wcześnie rano. Dzięki temu nie tylko łatwiej zaparkować, ale mamy też duży zapas czasu na spokojne wejście i zejście. Szkoda tylko, że visitors centre ma krótkie godziny otwarcia – 09.00-17.00. Raczej nie zdążymy tam zajrzeć.

Gdzie nocować przy Ben Nevis?
Jeśli planujecie wejście na Ben Nevis, zdecydowanie szukałabym noclegu w Glen Nevis albo Fort William.
Ben Nevis Inn – nocleg niemal na szlaku
Ben Nevis Inn ma właściwie idealną lokalizację – znajduje się w Achintee, u stóp góry i tuż przy trasie prowadzącej na szczyt. To prosty, typowo górski, schroniskowy nocleg. Pokoje mają własne łazienki oraz niewielkie aneksy z lodówką, mikrofalówką, czajnikiem i tosterem. Ogromnym plusem jest znajdujący się obok Ben Nevis Inn – pub i restauracja urządzona w ponad 200-letniej stodole, gdzie po zejściu z gór można od razu zjeść i napić się piwa. Jeśli Ben Nevis jest najważniejszym punktem pobytu, trudno o bardziej praktyczną bazę.
Zobacz więcej i sprawdź ceny w Ben Nevis Inn
Tigh Na Failte – wygodna baza w Fort William
Tigh Na Failte to inny rodzaj noclegu – przestronny apartament z dwiema sypialniami, salonem i w pełni wyposażoną kuchnią, dobry szczególnie dla rodziny lub kilku osób podróżujących razem. Jest ogród, prywatny parking i spokojna lokalizacja, a jednocześnie do Glen Nevis można dojść w kilka minut. To dobry wybór, jeśli chce się zostać w Fort William dłużej i oprócz Ben Nevis ruszać na inne szlaki oraz wycieczki po okolicy.
Zobacz więcej i sprawdź ceny w Tigh Na Failte
Prom na wyspę Skye: Mallaig – Armadale
Kolejnego dnia ruszyliśmy w stronę Mallaig. Na wyspę Skye można wjechać mostem, ale my wybraliśmy prom z Mallaig do Armadale. Ponoć można czasem zaobserwować tu delfiny, ale nam się nie udało. Przeprawa trwa ok. 45 minut. Jej koszt dla samochodu osobowego i 2 osób to 22 GBP. Warto bilety zarezerwować wcześniej online.

Armadale Castle
Niedaleko portu znajdują się ruiny Armadale Castle, dawnej siedziby klanu MacDonald. To romantyczna ruina otoczona pięknymi ogrodami, a także bardzo ciekawe, regionalne Muzeum Wyspy Skye. Po intensywnym trekkingu na Ben Nevis należało nam się trochę odpoczynku i spacer przez te ogrody był doskonałym pomysłem. Można tu spędzić spokojnie 2 godziny. Jest też sklepik z ładnymi pamiątkami i plac zabaw dla dzieci. Bilet wstępu kosztuje 14 GBP. Szkoda tylko, że do samych ruin nie można wejść – a nie wyglądają wcale na takie grożące zawaleniem.

Owoce morza z widokiem na latarnię morską
Jadąc dalej z Armadale nagle przez okno wypatrzyłam śliczną białą latarnię morską. – Jedziemy tam! Okazało się, że to Isle Ornsay Lighthouse, czyli latarnia morska w miejscowości na wyspie Ornsay. Została uruchomiona w 1857 roku, a zaprojektowali ją słynni szkoccy inżynierowie z rodziny Stevensonów. To niezwykle malownicze miejsce, z białą latarnią, zabudowaniami latarników i górami w tle. Idealny widok znaleźliśmy przy hotelu Eilean Iarmain. W pubie An Praban zjedliśmy doskonałe owoce morza i oczywiście fish&chips.

Sprawdź ceny w hotelu Eilean Iarmain
Wyspa Skye – co zobaczyć?
Skye była dla mnie jednym z głównych powodów tej podróży. Z kim nie rozmawiałam, że Szkocja jest moim planem na wakacje, wszyscy mówili – jedź na Skye, na Skye koniecznie! Mieli rację, od razu powiem. Skye na mapie wygląda na niewielką, w praktyce to spory obszar, a drogi wąskie i kręte. Można tu spędzić spokojnie ze dwa tygodnie.
Old Man of Storr – najbardziej znany szlak na Skye

Skalna iglica Old Man of Storr jest prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym miejscem na wyspie. Ile ja rolek na Instagramie widziałam z tego miejsca! Trasa rozpoczyna się przy parkingu przy A855 i od początku prowadzi pod górę. Samo dojście pod charakterystyczne skały nie jest bardzo długie, ale warto pójść wyżej. Dopiero stamtąd zaczyna się widok, dla którego przyjeżdża się na Skye: postrzępione skały Storr na pierwszym planie, a niżej morze, jeziora i pofałdowany krajobraz półwyspu Trotternish. Warto, jest ładniej niż na tych rolkach!

Wracając, warto skręcić w prawo, w skalne labirynty, a nie wracać tą samą drogą do parkingu.
Old Man of Storr – parking
Przy początku trasy działa obecnie duży oficjalny parking. W 2026 roku parking kosztuje £6 do 6 godzin lub £8 do 12 godzin. Old Man of Storr odwiedza już ponad 300 tys. osób rocznie, więc w środku sezonu warto przyjechać wcześnie, lub na zachód słońca.

Quiraing – najpiękniejszy trekking na Skye?
Jeśli Old Man of Storr jest najbardziej rozpoznawalnym miejscem Skye, Quiraing może być jednym z najbardziej spektakularnych… Ten krajobraz powstał wskutek gigantycznych osuwisk terenu. Są skalne iglice, urwiska, zielone tarasy i fantastyczne widoki. Wiele osób przyjeżdża tylko na punkt widokowy na drogę – znany z folderów – ale moim zdaniem to byłaby ogromna strata. Trzeba koniecznie ruszyć na szlak w górę.

Szlak Quiraing
Najlepiej przejść pełną pętlę Quiraing, liczącą około 6–7 kilometrów. Największy tłum turystów zostanie za nami, a otworzy nam się zupełnie inna perspektywa. Szlak jest łatwy, ale miejscami prowadzi wąskimi ścieżkami, blisko krawędzi płaskowyżu. Po deszczu może być błotniście i bardzo ślisko, a przy silnym wietrze odsłonięte fragmenty wymagają ostrożności. Na tę spokojną wędrówkę zarezerwowałabym kilka godzin.

Quiraing – gdzie zaparkować?
Oficjalny parking znajduje się przy drodze przecinającej półwysep pomiędzy Staffin a Uig. Ma tylko 40 miejsc, więc w sezonie warto być tutaj rano. Aktualnie opłata wynosi £3 do 3 godzin i £6 do 6 godzin.




Kilt Rock i Mealt Falls
Podczas objazdu półwyspu Trotternish warto zatrzymać się również przy Kilt Rock i Mealt Falls. Mealt Falls spada z wysokiego klifu niemal bezpośrednio do morza. Obok znajdują się charakterystyczne bazaltowe ściany Kilt Rock, których pionowe struktury mają przypominać fałdy szkockiego kiltu. To bardzo tłoczne miejsce i raczej krótki przystanek między kolejnymi miejscami północnej Skye.

Fairy Pools – wodospady pod górami Cuillin
Kolejnym popularnym miejscem są Fairy Pools – ciąg naturalnych basenów i niewielkich wodospadów utworzonych przez potok spływający spod Black Cuillin. Ten dzień jako jedyny w czasie naszej wycieczki był pochmurny, a szczyty Cullin pozostawały spowite mgłą. Krajobraz stał się surowy i posępny, szczególnie, gdy opuściliśmy popularną ścieżkę wzdłuż potoku, by zatoczyć pętlę u stóp masywu.




Beinn Dearg Mheadhonach – wyspa Skye bez tłumów
Aby odpocząć trochę od tych najbardziej znanych, choć z pewnością pocztówkowych miejsc, wybraliśmy się na trasę w rejonie Beinn Dearg Mheadhonach. Tutaj nie ma centrum dla odwiedzających, dużego parkingu i wstążki ludzi idących tą samą ścieżką. Ale za to można wpaść do bagna, albo przynajmniej porządnie ubłocić sobie buty. A tak poważnie – w czasie opadów, lub tuż po intensywnych opadach deszczu, początkowy szlak może być trudny, lub zupełnie nie do przejścia z uwagi na podmokły teren.

Jest tutaj wspaniała przestrzeń, widok na masyw Cuillin i dolinę, w dole której błyszczy się rzeka i jej rozlewisko. Po drodze mamy też malowniczy wodospad – zaraz na początku szlaku, więc może to być dobra opcja dla tych, którzy chcą przejść się tylko kawałek. I oczywiście znów trzeba pamiętać, że szlaki nie są oznakowane. Warto mieć pobraną mapę offline, np. z mapy.com.
Parkujemy na parkingu w Sligachan, tuż przy starym kamiennym moście i pomniku Johna MacKenziego i Normana Colliego. Pomnik odsłonięto w 2020 roku, a przedstawia dwóch przyjaciół, których dzieliło pochodzenie, ale łączyła fascynacja górami. John Mackenzie pochodził ze Skye i już jako dziesięciolatek wspinał się w Cuillin. Został pierwszym rodowitym Szkotem pracującym jako zawodowy przewodnik górski. Norman Collie był profesorem i naukowcem, który przyjechał na Skye w 1886 roku początkowo na ryby, a następnie zainteresował się wspinaczką. Razem wytyczyli wiele pionierskich dróg w Cuillin.





Gdzie nocować na wyspie Skye?
Oprócz wspomnianego wcześniej miejsca z widokiem na latarnię, mogę polecić dom, dla większej grupy znajomych, który był naszą bazą wypadową na wycieczki po wyspie – Strath Glebe.
Sprawdź ceny i dostępność w Strath Glebe
Portree to największa miejscowość na wyspie Skye, znana przede wszystkim z malowniczego portu otoczonego kolorowymi kamienicami. Warto zatrzymać się tutaj na spacer, zajrzeć do niewielkich sklepów i odpocząć po górskich wędrówkach. Portree jest również dobrą bazą noclegową na Skye, szczególnie jeśli planujesz zwiedzanie północnej części wyspy – Old Man of Storr, Quiraing i Kilt Rock znajdują się stąd w stosunkowo niewielkiej odległości – a zamiast domu na uboczu chcesz być wśród „cywilizacji”.
Gdzie zjeść na wyspie Skye?
W starym kościele
Oprócz wspomnianego wcześniej An Praban, zatrzymaliśmy się także w Portree, malowniczym miasteczku z kolorowymi domkami, a wśród nich dawny kościół, w którym mieści się restauracja. Osobiście jestem fanką wykorzystywania starych kościelnych murów w nietypowy sposób więc koniecznie chciałam wejść do tej restauracji. Eighteen Twenty (1820), bo taką nosi nazwę ów lokal, spodoba ci się, jeśli lubisz miejsca z historią i tradycyjnym jedzeniem.
Destylarnia 57 i pyszne szkockie specjały w Ith do Leor
Podczas zwiedzania wyspy zatrzymaliśmy się na posiłek w Ìth do Leòr w Broadford, tuż obok niewielkiej destylarni 57° Skye Distillery. Restauracja ma swobodną atmosferę i charakterystyczne, kolorowe wnętrze, a w menu znaleźliśmy zarówno ryby, jak i dania mięsne. Wszystko było naprawdę smaczne! Na deser spróbowałam cranachan, jednego z najbardziej charakterystycznych szkockich deserów. To połączenie malin, śmietanki, prażonych płatków owsianych, miodu i często odrobiny whisky. Niby proste składniki, a efekt znakomity.

Tuż obok restauracji działa 57° Skye Distillery, niewielka rzemieślnicza destylarnia założona w 2022 roku przez dwóch mieszkańców wyspy: Seumasa Gormana i Séamusa Ó Baoighilla, który jest również muzykiem specjalizującym się w tradycyjnej muzyce gaelickiej. Powstają tu przede wszystkim giny i likiery ginowe produkowane w niewielkich partiach. Można zajrzeć do środka, zobaczyć aparaturę, porozmawiać o produkcji alkoholi i wziąć udział w degustacji. Co ciekawe, Broadford ma znacznie dłuższe tradycje gorzelnicze. Już w 1816 roku działała tu destylarnia Corry, produkująca whisky przez około dziesięć lat. Właściciele 57° Skye chcą nawiązać do tej historii i rozwijać produkcję whisky na wyspie.
Pamiątki z wyspy Skye
To tutaj były najładniejsze pamiątki! Trochę przypadkiem wstąpiliśmy do niepozornej Glenbrittle. Osada znajduje się nad samym brzegiem zatoki Loch Brittle, z kempingiem, plażą i sympatyczną kawiarnią Cuillin Coffee Co. To miejsce ma zupełnie inny charakter niż popularne restauracje w turystycznych miejscowościach. Oprócz kawy i krosantów zobaczyłam półki z pięknymi pamiątkami. Tu warto zrobić sobie drobne zakupy – nie polecam zostawiać tej przyjemności na ostatnią chwilę, a już na pewno nie na Edynburg!
Tutaj zaznaczyłam miejsca, o których wspominam w rejonie wyspy Skye
W drodze do Cairngorms
Po kilkudniowym pobycie na Skye ruszyliśmy ku Cairngorms. Wyspę opuściliśmy przeprawiając się przez most, a następnie zatrzymaliśmy się przy jednym z najbardziej rozpoznawalnych zamków Szkocji – Eilean Donan Castle.
Eilean Donan Castle – zamek jak z pocztówki
Kamienny zamek stoi na niewielkiej wyspie w miejscu spotkania trzech morskich zatok: Loch Duich, Loch Long i Loch Alsh. Nawet jeśli nie chcesz zwiedzać wnętrza, warto się tutaj zatrzymać. Miejsce leży zresztą bardzo wygodnie na trasie prowadzącej ze Skye w głąb Highlands. Zamek, który dziś oglądamy, w dużej mierze jest rekonstrukcją z XX wieku.

Historia zamku sięga XIII wieku. Przez stulecia był ważną warownią strzegącą ziem Kintail, a w średniowieczu zajmował niemal całą wyspę. Jego los przypieczętowały wydarzenia z 1719 roku, kiedy podczas powstania jakobickiego stacjonowali tu hiszpańscy żołnierze wspierający Stuartów. Brytyjskie okręty ostrzelały twierdzę, a następnie wysadzono zgromadzony w niej proch. Z zamku pozostały ruiny. Przez blisko dwa stulecia Eilean Donan pozostawał ruiną, aż w 1911 roku kupił go John MacRae-Gilstrap. Odbudowa trwała dwadzieścia lat i zakończyła się w 1932 roku. Wtedy powstał także charakterystyczny kamienny most prowadzący na wyspę. Eilean Donan jest więc po części średniowieczną twierdzą, a po części romantyczną wizją szkockiego zamku stworzoną w XX wieku. Nie odbiera mu to uroku, ale sprawia, że patrzymy nań jednak nieco innym okiem 😉
Przystanek z widokiem na Ben Nevis
Jeszcze raz w czasie naszej szkockiej przygody spojrzymy na Ben Nevis. Tym razem z punktu widokowego Commando Memorial, niedaleko miejscowości Spean Bridge. To jeden z najpiękniejszych punktów widokowych na masyw Ben Nevis i otaczające go góry. Przy dobrej pogodzie panorama jest naprawdę imponująca, a tuż obok znajduje się wygodny parking.

Na niewielkim wzniesieniu stoi charakterystyczny pomnik przedstawiający trzech żołnierzy w wojskowych mundurach, spoglądających w stronę gór. Upamiętnia brytyjskich komandosów, którzy podczas II wojny światowej przechodzili szkolenie w pobliskim ośrodku Achnacarry Castle. Surowy krajobraz szkockich Highlands był dla nich poligonem. W pobliżu znajduje się również ogród pamięci, w którym upamiętniani są żołnierze jednostek komandosów polegli podczas różnych konfliktów.
Cairngorms: Kingussie i szlak przez szkockie wrzosowiska
Kolejnym etapem naszej podróży miał być Park Narodowy Cairngorms i szczyt Ben Macdui (1309 m n.p.m.) – drugi najwyższy szczyt całej Wielkiej Brytanii. Mieliśmy zaplanowane kolejne górskie wędrówki, ale podczas naszego pobytu w tym rejonie trwały pożary. Dojazd w wysokogórskie rejony był niemożliwy. Zamiast planowanych wysokich gór ruszyliśmy więc na szlaki w okolicach Kingussie i Newtonmore. I warto było, zdecydowanie! Zobaczyłam kawałeczek Szkocji mniej znanej, bez „dramatycznych” górskich widoków, za to z przepięknymi wrzosowiskami. Okolice Kingussie i Newtonmore mają wiele lokalnych ścieżek.

Curlew Trail – szlak przez wrzosowiska
Nasza trasa prowadziła z Newtonmore w kierunku Kingussie, przez rozległe wrzosowiska, pagórki i niewielkie doliny. To krajobraz zupełnie inny od tego, który poznaliśmy wcześniej w Glen Coe czy na Skye. Otwarte przestrzenie, łagodne wzniesienia i wrzosowiska, które pod koniec lata zaczynają przybierać odcienie fioletu. Szlak nosi nazwę Curlew Trail, czyli Szlak Kulika. Curlew to kulik wielki (Numenius arquata) – ten sam gatunek, który znamy z polskich dolin rzecznych, między innymi znad Biebrzy, i który również u nas wymaga czynnej ochrony.


Kulik wielki jest największym europejskim ptakiem siewkowym. Łatwo rozpoznać go po bardzo długim, zakrzywionym ku dołowi dziobie, którym poszukuje bezkręgowców w miękkim podłożu. Jednak najbardziej charakterystyczny jest jego głos — melodyjny, nieco melancholijny, doskonale pasujący do rozległych, pustych krajobrazów. W Szkocji kuliki gniazdują między innymi na wilgotnych łąkach, torfowiskach i otwartych wrzosowiskach. Niestety, podobnie jak w Polsce, ich liczebność spada, dlatego gatunek jest objęty szczególną troską przyrodników. Miałam okazję zobaczyć kuliki nad Biebrzą, a także w Dolinie Baryczy, jednak tutaj, w Szkocji, nie miałam tego szczęścia.

Przy szlaku znajdują się tablice przyrodnicze przedstawiające ptaki zamieszkujące tutejsze wrzosowiska. Jednym z nich jest pardwa szkocka. Miałam wielką nadzieję na jej zaobserwowanie i udało się! Żywi się przede wszystkim pędami, pąkami i kwiatami wrzosu zwyczajnego. Co ciekawe, w przeciwieństwie do pardw żyjących dalej na północy Europy, pardwa szkocka nie zmienia zimą upierzenia na białe. Przez cały rok pozostaje rdzawobrązowa, dzięki czemu doskonale wtapia się w otaczającą roślinność.
Loch Gynack i wejście na Creag Bheag (487 m)

Jednym z najpiękniejszych miejsc na naszej trasie było Loch Gynack, niewielkie jezioro otoczone wrzosowiskami i łagodnymi wzgórzami. To bardzo malowniczy zakątek, a jednocześnie świetne miejsce na krótki odpoczynek. Stąd kontynuowaliśmy wędrówkę, wspinając się na Creag Bheag (487 m n.p.m.). Choć wysokość szczytu nie robi wielkiego wrażenia, podejście pozwala poczuć nieco górskiego charakteru wycieczki. Ze szczytu rozciąga się szeroka panorama doliny rzeki Spey, Kingussie, pobliskich jezior i wzgórz Cairngorms. W oddali widać było też unoszący się dym nad partiami szczytowymi Cairngorms…
Kingussie – obiad Duke of Gordon Hotel
Po zejściu z Creag Bheag dotarliśmy do Kingussie, niewielkiego miasteczka położonego w dolinie Spey. Tuż przy drodze prowadzącej ze szlaku znajduje się Duke of Gordon Hotel, spory hotel o tradycyjnym szkockim charakterze. W jego pubie Ghillies Rest zatrzymaliśmy się na zasłużony odpoczynek.

Duke of Gordon Hotel oferuje również noclegi, dlatego może być alternatywną bazą wypadową do zwiedzania Cairngorms, zwłaszcza jeśli planujecie piesze wycieczki w okolicach Kingussie.
Nocleg w Kingussie
W Kingussie nocowaliśmy w Coig na Shee. Ależ mi się spodobał ten wiktoriański dom! Pochodzi z 1903 roku, stoi pośrodku starego ogrodu. Coś niesamowitego! Wiem jednak, że teraz będzie zmieniał właściciela i będzie dostępny znów za jakiś czas.

Zobacz jednak coś jeszcze podobnego tutaj:
Edynburg mnie rozczarował
I to już koniec naszej wycieczki. Z Cairngorms podążyliśmy do Edynburga, gdzie miałam jeszcze 1,5 dnia na zwiedzenie miasta i powrót do Wrocławia. Niestety, miałam wielkie oczekiwania co do stolicy Szkocji, ale tłoczny Edynburg bardzo mnie rozczarował. Być może dlatego, że druga połowa lipca to środek wakacji i przygotowania do festiwali, na które do miasta zjeżdżają tłumy turystów. Przepełniona główna aleja, brak możliwości wejścia do zamku, kolejka do katedry, i wszędzie te sklepy z tandetnymi i drogimi pamiątkami… Jedynie późnym wieczorem było trochę spokoju. Wiele osób pisało mi, że to zły czas i że muszę tu wrócić jesienią. Być może dam temu miastu kolejną szansę…

Tymczasem pora na zebranie kilku spostrzeżeń i wrażeń, które mogą Wam się przydać podczas planowania wycieczki do Szkocji. Oczywiście, nie stawiam siebie tutaj w roli eksperta. To moja pierwsza przygoda ze Szkocją i piszę o tym, co na mnie zrobiło wrażenie, czego się dowiedziałam i doświadczyłam. I co mnie rozczarowało. Wiele osób pisało do mnie, że jak mogłam, jak mogłam rozczarować się Edynburgiem? Cóż, mogłam. To moje rozczarowanie – a Twoje wrażenia mogą być przecież zupełnie inne…


Pogoda w Szkocji – czy naprawdę cały czas pada?
Przed wyjazdem przygotowaliśmy się oczywiście na słynny szkocki deszcz. Kurtki przeciwdeszczowe, zabezpieczenia plecaków, dodatkowe warstwy. Wszystko okazało się niepotrzebne, a kurtki nie włożyłam ani razu. Co oczywiście nie oznacza, że Ty trafisz na podobną pogodę… Trafiliśmy na falę lipcowych upałów, które na górskich szlakach, bez lasów, bez cienia, były naprawdę uciążliwe. Fala upałów to tragiczne w skutkach pożary torfowisk. Zmiana klimatu widoczna jak na dłoni…
Meszki w Szkocji – midges. Jak żyć?
Tak, jak deszczowej pogody, obawiałam się tych słynnych małych owadów, skutecznie uprzykrzających szkockie wakacje. Miałam zakupioną moskitierę na głowę, repelenty, a na miejscu dokupiłam jeszcze jeden lokalny repelent. Jednak meszki spotkaliśmy tylko raz – w czasie pochmurnej pogody w rejonie Fairy Meadows. W pozostałe dni praktycznie w ogóle ich nie było – a to dlatego, że meszki nie lubią słońca. Wychodzą tylko w pochmurne, mgliste, dżdżyste dni. Meszki też nie lubią wiatru – gdy wieje, nie mają siły latać i dokuczać człowiekowi.
Natomiast pojawiały się wieczorami. Całe chmary krążyły nad nami, należało więc szybko ewakuować się do miejsca noclegu. Co ciekawe, meszki nie wlatywały do domu. Jednak jeśli ktoś biwakuje, nocuje na kempingu, to… nawet nie chcę myśleć. Jeśli planujecie taki sposób podróżowania po Highlands, potraktowałabym ochronę przed meszkami bardzo poważnie.
Nasze popularne preparaty typu Mugga czy Off średnio się sprawdzają. Na miejscu bez problemu można kupić repelenty przeznaczone właśnie na szkockie midges. Dostępne są też charakterystyczne siatki zakładane na głowę i twarz, często w formie kapelusza lub nakrycia głowy z bardzo drobną moskitierą, jeszcze drobniejszą niż ta, którą kupiłam przed wyjazdem w Decathlonie. Właściwie miała strukturę pończochy.
Co zabrać na trekking w Szkocji?
Niezależnie od prognozy na górskie wyjścia zabrałabym:
- dobre buty trekkingowe,
- kurtkę przeciwdeszczową i przeciwwiatrową,
- dodatkową ciepłą warstwę,
- czapkę lub buff,
- wodę i jedzenie,
- mapę i mapę offline w telefonie,
- powerbank,
- repelent na midges,
- krem z filtrem SPF50
- latem – siatkę na głowę, szczególnie przy biwakowaniu.
I przede wszystkim: nie oceniajcie szkockich gór wyłącznie po ich wysokości. 1000–1300 metrów w Highlands oznacza coś zupełnie innego niż podobna wysokość w polskich górach. Startujemy nisko, pogoda jest zmienna, teren bywa podmokły, a oznakowanie nikłe lub żadne.
Szkocja na kolejny raz
Zdecydowanie wróciłabym na Skye, do Glen Coe i Cairnghorms, bo to, co widziałam, to tylko niewielki fragment tych rejonów. A gdzie droga North Coast 500, Orkady, czy Hebrydy Zewnętrzne? Szkockie miasta? Zamki Balmoral, Craigievar, czy Dunnottar? Miasteczka Stirling, St Andrews, Dunkeld, czy Stonehaven. Śladami Harry’ego Pottera? Ech, mam jeszcze dużo inspiracji na myśli, a jeśli Ty masz coś ciekawego do dopisania, koniecznie napisz mi w komentarzu!
Tym razem było dużo chodzenia, zrobiliśmy ponad 120 kilometrów. Weszliśmy na Ben Nevis. Wędrowaliśmy wśród niezwykłych formacji Quiraing. Patrzyliśmy na Cuillin znad Fairy Pools. Przepłynęliśmy promem na Skye. Zjechaliśmy z głównych dróg w Glen Coe. A kiedy pożary uniemożliwiły realizację planu w Cairngorms, ruszyliśmy przez wrzosowiska w okolicach Kingussie. To niby niewiele, a jednak bardzo dużo.
Miałam też okazję poznać kilka szkockich smaków.
Szkocja i kuchnia
Zostałam fanką haggis, czyli jednej z najbardziej charakterystycznych szkockich potraw. To danie przygotowywane z owczych podrobów, przede wszystkim serca, wątroby i płuc, wymieszanych z płatkami owsianymi, cebulą, tłuszczem i przyprawami. Tradycyjnie masę gotowano w owczym żołądku, dziś często wykorzystuje się inne osłonki. Brzmi mało zachęcająco? Być może, ale smakuje naprawdę znakomicie! Haggis jest wyrazisty, pieprzny, lekko orzechowy dzięki dodatkowi owsa. Dla mnie makuje podobnie jak nasza kaszanka, którą bardzo lubię.
Drugim kulinarnym odkryciem był cranachan, tradycyjny szkocki deser, którego spróbowaliśmy w restauracji Ìth do Leòr w Broadford na wyspie Skye. Przygotowuje się go z malin, ubitej śmietanki, prażonych płatków owsianych i miodu, często z dodatkiem whisky. Dawniej był związany z letnimi zbiorami malin, a dziś można go spotkać w restauracjach przez cały rok. Jest lekki, kremowy, delikatnie chrupiący i pachnący owocami. Proste składniki, a efekt naprawdę pyszny!
Bardzo polubiłam też szkockie placki śniadaniowe podawane z bekonem. Bardzo polubiłam też szkockie śniadania, a szczególnie Scottish pancakes, zwane również drop scones. To niewielkie, puszyste placuszki z delikatnie słodkiego ciasta, przypominające amerykańskie pancakes. Podawane z chrupiącym, słonym bekonem tworzą zaskakująco pyszne połączenie smaków. Czasem towarzyszy im również syrop klonowy. Po takim śniadaniu można spokojnie ruszać na całodzienny trekking! (a nawet trzeba)
Co przeczytać o Szkocji?
Książek o Szkocji, przewodników, czy beletrystyki ze Szkocją w tle jest sporo. Mogę polecić pozycje, które czytałam przed wyjazdem i w trakcie.
- Szkocja – wędrówka przez krainę mitów i mgły, Patrycja Kupiec. Barwna opowieść o szkockiej kulturze, historii, zwyczajach i codziennym życiu. Autorka, od lat mieszkająca w Szkocji, przybliża szkockie legendy, język gaelicki, tradycyjne potrawy i niezwykłe przywiązanie mieszkańców do swojej ziemi. Dużo tu ciekawostek, humoru i obalania stereotypów.
- Ziemia jednorożca. Podróż po Szkocji, Patrycja Bukalska. Reportaż o Szkocji, której krajobraz kryje dramatyczne historie. Autorka opowiada o wysiedleniach mieszkańców Highlands, opuszczonych osadach, hodowli owiec, zniszczonych ekosystemach i przemianach przyrody. Pokazuje, że pozornie dzikie, bezludne szkockie przestrzenie są w dużej mierze rezultatem działalności człowieka. To książka o pamięci miejsc i śladach przeszłości.
- Kiedyś były tu wilki, Charlotte McConaghy. Poruszająca powieść osadzona w szkockich Highlands. Jej bohaterka, biolożka Inti Flynn, uczestniczy w projekcie przywrócenia wilków do ekosystemu, z którego zostały wytępione przed wiekami. Historia łączy temat ochrony przyrody, konfliktów między ludźmi a drapieżnikami oraz osobistych traum bohaterów. To opowieść o tym, czy człowiek potrafi naprawić szkody wyrządzone naturze.
Udanej podróży po Szkocji!








